Od rejsu statkiem do laboratorium kultury: rzecz o porcie macierzystym, cz. 2

Fot. Leszek Garstka

Historia statku, który kilkanaście miesięcy temu miał zyskać całkiem nowe, niezwykłe życie jako oś naszych rzeczno-kulturalnych perturbacji, zaczyna się  w roku 1984 we wrocławskiej stoczni. Jako się już rzekło, jest on, ściśle rzecz biorąc, barką, a jeszcze ściślej – powstał jako długa na 20, szeroka na 4 i pół metra, dwupokładowa barka koszarowa, czyli koszarka: statek bez własnego napędu, służący za holowany hotel robotnikom wysyłanym do prac hydrotechnicznych na rzekach. Nadano jej imię Ana. Oprócz tego, że przynależała do brygad naprawczych w Gorzowie Wlkp., pływając po wodach Warty, Noteci i Odry, niewiele wiemy o tym, gdzie i przy jakich robotach Ana kotwiczyła w roli domu dla spracowanych zegarmistrzów wodnych nurtów; od pewnego kapitana z Gorzowa, któremu zdarzało się naszą bohaterkę w owych czasach konwojować, zasłyszeliśmy jedynie, iż deski jej pokładu skrzypiały kiedyś pod stopami generała Jaruzelskiego, który zamieszkał w niej na krótko przy okazji działań wojskowych na jakimś poligonie. Wiemy natomiast, że w charakterze koszarki barka doholowała się do początku lat 90-tych, kiedy to rwący nurt pozarzecznych transformacji poprzetrącał trybiki jej ludowego zegara i odstawił łajbę na boczne koryto historii.

I tak statek czekał odłogiem przez kolejnych kilka lat, aż do przełomu wieków, kiedy to pewne małżeństwo wykupiło go, by na wzbierającej fali tęsknot za aktywizacją nabrzeży rzecznych w miastach, znaną na tych ziemiach jeszcze z czasów niemieckich, otworzyć pierwszą w Gorzowie sezonową restaurację na wodzie. Było to ponoć lubiane miejsce, jednak nurt czasu zerwał tym razem sprężynki wolnorynkowego zegara: bez gruntownego remontu łajbie z roku na rok trudniej było sprostać wymogom wodnym, sanitarnym i gabarytowym coraz bardziej popularnej knajpy. Wreszcie w 2013 roku właściciele zdecydowali się zastąpić ją nową, większą barką (działająca obecnie przy nabrzeżu potężna Królowa Jadwiga), Ana zaś znów popadła w gorzowskie zapomnienie, zarastając na uboczu rdzą zadumy…

Tak by się pewnie na śmierć zadumała – ale oto po trzech rdzawych latach, w 2016 roku jej historia niespodziewanie splata się z historią nader kreatywnej siatki znajomych, w obrębie której niecałe 10 lat wcześniej, w oparach studenckich papierosów, w tyglu mniej lub bardziej szalonych pomysłów, lęgnie się wizja śródlądowych rejsów własną barką, przeprojektowaną na ośrodek działań twórczych. Owa grupa skupia się wokół Stowarzyszenia Inicjatyw Twórczych „Kod Krowa”, a koncepcja barki staje się stowarzyszeniową idee fixe, raz po raz tonąc w morzu nierealności, braku konkretów, środków finansowych i pośród mnóstwa innych projektów – to znów wyłaniając się na powierzchnię dzięki hartowanej wyobraźni i przeróżnym talentom buzującym w tym nieprzeciętnym towarzystwie. W roku 2013 nadal nie mamy statku, ale wtedy właśnie dochodzi do pierwszej edycji Laboratorium Rejs: stoi za tym dokładnie ta sama siła, która pcha nas ku Statkowi Kultury – swoisty sen o statku-matce – tyle, że przełożony na realne ograniczenia, możliwości i potrzeby danego czasu, oraz na obecny w naszej ekipie od zawsze bakcyl tworzenia filmów dokumentalnych. Odtąd laboratoryjne warsztaty filmowe dopływać będą do was każdego lata, specjalnie w tym celu wynajmowanymi jednostkami, z tym samym, choć rozrastającym się kolektywem ludzi, którym lata temu odbiła łajba. Tak więc lata mijają, Laboratoria pływają – a my tymczasem półtora roku temu odkryliśmy Anę…

[CIĄG DALSZY NIEBAWEM!]

(-) Michał Joniec

  • Któregoś dnia, zapewne nieopodal przystannego baru poznaję Macieja, faceta koło czterdziestki w płóciennej, pełnej wiatru koszuli. Łazi ze starym akordeonem; trochę włóczymy się po okolicy, wydobywając z niego kocie, niepołatane dźwięki i rozmawiając o wędrówkach.
    ...

  • Na warsztaty filmowe w Krośnie Odrzańskim Iza przylatuje aż z Oslo. Polka około 30-tki, filigranowa, sprawiająca wrażenie nieśmiałej, ale zarazem żadnej nowej wiedzy i doświadczeń.
    ...

  • – No to ci powiem moment. No kurwa, leżysz w nocy, kurwa, słyszysz, po dachu ktoś zapierdala, no normalnie słyszysz, ktoś chodzi po dachu.
    ...

  • Tymczasem lato rozskwierczało się, wyjątkowo upalne, a Laboratorium rozhulało w najlepsze: pierwszy cykl warsztatów – „po domowemu”, w Cigacicach – i dopiero początek właściwego rejsu
    ...

  • Kiedy galarem dobijamy do burty, Felix stoi na mieliźnie trzeci tydzień, 12km w górę Odry od Kostrzyna, pośrodku rzeki. Nurt stanowczo oplata smukłą wełną czarne, zwaliste cielsko pchacza.
    ...

  • Podczas tegorocznej edycji Laboratorium Rejs po raz drugi gościmy w naszym nomadycznym Kinie nad Rzeką Ogólnopolski Festiwal Polskiej Animacji O!PLA.
    ...

  • Już za niecałe dwa tygodnie okrętujemy się w Cigacicach na pierwszym dniu warsztatowym i pierwszym pokazie filmowym.
    ...

  • Rwący nurt pozarzecznych transformacji poprzetrącał trybiki jej ludowego zegara i odstawił łajbę na boczne koryto historii.
    ...