5 EDYCJA
Laboratorium Rejs

WARSZTATY
Zapraszamy na 4 dniowy bezpłatny kurs z kamerą i montażem.
ZOBACZ
KINO NAD RZEKĄ

Każdego wieczoru o 20:30 zapraszamy na pokazy KINA NAD RZEKĄ mieszczącego się na statku.
ZOBACZ

Wstęp na wydarzenia i uczestnictwo w warsztatach są bezpłatne.
Laboratorium Rejs

Protokół Rozbieżności

O siódmej rano w niedzielę 2 lipca, po tygodniu warsztatów w Kostrzynie opuszczamy marinę i wypływamy laboratoryjnym wehikułem, tzn. sporą holenderką i przycumowanym do niej krytym galarem, w górę Warty. Kierunek: Santok. Dzień zapowiada się mdło i pochmurnie, ale jeszcze przed południem przejaśnia, a obłoki rozstawiają się z wolna po niebie niby holowane wzajemnie statki. Nerwówka przygotowań do rejsu znika, gdy rzeka na dobre zaczyna rozwijać przed nami swą wstęgę; kapitan dzierży stery i wypadałoby skupić się wreszcie na śniadaniu, ale głównodowodzący na wegańskim froncie w załodze, Leszek, stanowczo oponuje przeciwko jajecznicy Martyny (orędowniczki jajek na pokładzie) i na śniadanie jemy ostatecznie naleśniki z trzcin, podawane na mule (całkiem, całkiem).

Po posiłku kawa, yerba, sok z gumijagód i wynurzamy się z kajut na pokłady. Maja z Leszkiem i ich półtoraroczną załogantką Nel wynoszą bongosy, djembe i dalejże wybijać rzece rytm. Piotrek, niestrudzony dokumentalista rejsu, co rusz wyłania się nie wiadomo skąd z obiektywem i cyka fotkę. Jego Magnificencja Główny Koordynator Laboratorium, Szymon, rozłożył się z kocem na dachu holenderki a myśli złociste jego błąkają się w meandrach niedawnych śniadaniowych sporów… może by tak wprowadzić Protokół Rozbieżności? (Wątek Protokołu Rozbieżności pojawia się w nakręconym podczas warsztatów w Kostrzynie filmie Izy pt. „Drogowskazy” – refleksyjnym reportażu o Zbigniewie Czarnuchu, najwnikliwszym na świecie historyku Witnicy, gdzie mieszka i gdzie, używając nomenklatury transportowej i urzędowej, postawił obiekt zupełnie niezwykły, filozoficzne muzeum: Park Drogowskazów i Słupów Milowych Cywilizacji. Są sprawy, co do których ludzie nie potrafią się dogadać, może czasem, miast zaciekle gonić ogon własnej argumentacji, warto spisać listę międzyludzkich rozbieżności, by już do tego nie wracać i móc płynąć dalej?)

No, my w każdym razie płyniemy. Uruchamiam rejestrator dźwięku… szum wody przewala się między kadłubami obu łodzi, nić szumu wplata się w gwar ekipy i bębnów na pokładzie, przeszywa go na przestrzał, by znów zatopić się w fali bijącej o burtę z drugiej strony i dalej wniknąć w tkaninę przybrzeżnych szuwarów, pełnych treli ptaków; w cały ten audialny kobierzec wsączają się delikatnie bajkowe dźwięki kalimby, po których wędrują palce Martyny, wraz z okrzykami Nel – gdzieś spoza języka, z krainy radości. Kiedy płyniemy przez Gorzów, powietrze nabiera posmaku nieokreślonej karnawałowej katastrofy; właśnie kończą się Dni Gorzowa: mieszkańcy leniwie snują się po nabrzeżach smętne wesołe miasteczko umiera na chorobę późnej niedzieli, przeźroczyści robotnicy rozbierają na części plenerową scenę koncertową, brak ruchu na mostach,między przęsłami których zaburzamy kadłubami tańce jaskółek. Wieczorem wpływamy z Warty w ujście Noteci – i to już jest Santok. Niesamowite, jak zmienia się kolor rzeki, z brudnego buro rudawego na krystalicznie czarny – tak, że można wyznaczyć patykiem na wodzie precyzyjną granicę, dzielącą jedne wody od drugich. Noteć błyskawicznie nabiera bujnej i intymnej aury – i w tej aurze dobijamy do przystani.




Popłyń razem z nami!

FreshMail.pl