Któregoś dnia, zapewne nieopodal przystannego baru poznaję Macieja, faceta koło czterdziestki w płóciennej, pełnej wiatru koszuli. Łazi ze starym akordeonem; trochę włóczymy się po okolicy, wydobywając z niego kocie, niepołatane dźwięki i rozmawiając o wędrówkach. ...